Strona główna » Georg Trakl » Spis rzeczy » Przemiana zła
| A A A
polski
Akademia Humanistyczna
Kolekcja Niemieckiej Poezji Klasycznej

Biblioteka Główna im. Andrzeja Bartnickiego

Wydawnictwo Typografia Pułtusk

Bibliotheca Augustana
 
PRZEMIANA ZŁA

Georg Trakl

Jesień: czarne kroki na skraju lasu; minuta niemego zniszczenia; nasłuchuje czoło Trędowatego pod nagim drzewem. Dawno miniony wieczór, który opada teraz po stopniach mchu; listopad. Dzwon dzwoni i pasterz wiedzie stado czarnych i czerwonych koni ku wsi. Pod leszczynowym gąszczem zielony myśliwy patroszy zwierzę. Jego ręce dymią krwią i cień zwierzęcia wzdycha w listowiu nad wzrokiem mężczyzny, brunatny i milczący; las. Wrony, które się rozlatują; trzy. Ich lot jest jak sonata, pełna wyblakłych akordów i męskiego smutku; cicho rozprasza się złota chmura. Koło młyna chłopcy wzniecają ogień. Płomień jest bratem Najbledszego i ten śmieje się zagrzebany w swoje włosy purpurowe; a może jest to miejsce mordu, koło którego wiedzie kamienista droga. Berberysy znikły, latami trwa sen w ołowianym powietrzu pod sosnami; lęk, zielony mrok, gulgotanie topielca: z gwiaździstego stawu rybak wyciąga wielką, czarną rybę, oblicze pełne grozy i obłędu. Głosy sitowia, kłócących się mężczyzn z tyłu kołysze się tamten na czerwonej łodzi przez ziębnące wody jesieni, żyjąc w ciemnych legendach swojego rodu i z oczyma kamiennie otwartymi na noce i dziewicze strachy. Zło.

Co zmusza cię, byś stał cicho na schodach zapadłych, w domu twych Ojców? Czerń ołowiana. Czemu sięgasz srebrną dłonią do oczu; i powieki opadają jakby pijane makiem? Ale przez mur z kamienia widzisz niebo gwiaździste, drogę mleczną, Saturna; czerwono. Wściekle stuka o mur z kamienia nagie drzewo. Ty na stopniach zapadłych: drzewo, gwiazda, kamień! Ty, niebieskie zwierzę, co lekko drży; ty, blady kapłan, co je zarzyna przy czarnym ołtarzu. O twój śmiech w ciemności, smutny i zły, aż dziecko blednie we śnie. Czerwony płomień wytrysnął z twej dłoni i ćma w nim spłonęła. O flety światła; o flety śmierci. Co cię zmusiło, byś stał cicho na schodach zapadłych, w domu twych Ojców? Na dole stuka w bramę Anioł kryształowym palcem.

O piekło snu; ciemna uliczka, brunatny ogródek. W niebieskim wieczorze lekko dzwoni postać Zmarłej. Zielone kwiatki fruwają wokół niej i oblicze od niej odeszło. A może pobladłe chyli się nad zimnym czołem mordercy w mroku sieni; uwielbienie, purpurowy płomień rozkoszy; zamierając osunął się Śpiący po czarnych stopniach w ciemność.

Ktoś porzucił cię na rozdrożu i długo patrzysz za siebie. Srebrny krok w cieniu pokrzywionych jabłonek. Purpurowo świecą owoce wśród czarnych gałęzi i w trawie linieje żmija. O! ciemności; pot, który wstępuje na lodowate czoło i smutne sny przy winie, w wiejskim szynku pod czarno okopconymi belkami. Ty, pustynia jeszcze, co wyczarowuje różowe wyspy z brązowych obłoków tytoniowego dymu i wydobywa z wnętrza dziki krzyk drapieżnego ptaka, gdy poluje wokół czarnych raf na morzu, wśród burzy i lodu. Ty, metal zielony, a wewnątrz płomienna twarz, która chce odejść i śpiewać z kurhanu o mrocznych czasach i ognistym upadku Anioła. O! zwątpienie, co z głuchym krzykiem pada na kolana.

Zmarły przychodzi do ciebie. Z serca płynie krew samoprzelana, a w czarnej brwi gnieździ się niewypowiedziana chwila; ciemne spotkanie. Ty – księżyc purpurowy, gdy tamten zjawia się w zielonym cieniu oliwki. Za nim podąża nieprzemijająca noc.

 

Verwandlung des Bösen wrzesień-październik 1913, Innsbruck. “Der Brenner” 1913/14, z. 2, 15 października.