Strona główna » Hugo von Hofmannsthal
| A A A
polski
Akademia Humanistyczna
Kolekcja Niemieckiej Poezji Klasycznej

Biblioteka Główna im. Andrzeja Bartnickiego

Wydawnictwo Typografia Pułtusk

Bibliotheca Augustana
 
HUGO VON HOFMANNSTHAL

HUGO VON HOFMANNSTHAL (1874–1929)

Wartość i powab teraźniejszości ujawnia się dopiero wtedy,
kiedy staje się ona przeszłością

Osiemnaście lat miał Hugo von Hofmannsthal, kiedy w elitarnym, przez samego Stefana George wydawanym, berlińskim czasopiśmie „Blätter für die Kunst” ogłosił swój wiersz-manifest Przedwiośnie. Wiersze pisał od czternastego roku życia, od razu dojrzałe, ale większości nie drukował i dopiero wiele lat po jego śmierci zostały objawione światu. Te, które z woli poety miały być czytane za jego życia, zamieścił w zbiorze poezji z 1922 roku, wydanym przez Insel-Verlag w Lipsku (rodzimy Wiedeń go nie rozpieszczał). Przedwiośnie było pierwszym wierszem przezeń opublikowanym i właśnie on znalazł się na czele tego zbioru jako poddający ton całości. Tymczasem zdążyły już wybrzmieć główne objawienia poezji ekspresjonistycznej, które, dojrzewając nie bez potężnego wpływu Wiener-Moderne i niemało korzystając z klimatów Jugendstilu, odesłały tę epokę do lamusa. „Jak gdybym porzucał kwiat po wyssaniu z niego całej słodyczy” (Stadler).

A przecież w Przedwiośniu Hofmannsthal te objawienia przewidział, ukryte za mgłą symbolistycznych sugestii. Nagle zjawiony wiatr, zwiastujący jakąś wielką przemianę, jest rzeczywiście osobliwy. Zwraca się w stronę tych, którzy płaczą. Także tych, którzy nad gładkie fryzury przenoszą rozwichrzenie. Zamiast sprzyjać wiosennemu rozkwitowi, strąca z drzew kwiaty (darujmy poecie, że na przedwiośniu akacja jeszcze nie kwitnie). Zamiast ogrzewać, jak by czynił podmuch zefiru, oziębia ciała, pozbawione zimowych okryć i wygłodzone zimą. Przelatując przez flet, wydobywa zeń jęk i krzyk. Sprzyja skrytej zmysłowej miłości. Przepatruje pola, czy nadają się pod nowy zasiew. I nabierając mocy, ściga w alejach słaniające się cienie, jak gdyby był wiatrem jesiennym, znanym z późniejszego o dziesięć lat wiersza Rilkego:

Kto nie ma domu, już go nie zbuduje.
Kto jest samotny, już nie będzie inny,
ten będzie czuwał, czytał, pisał długie listy
i po alejach, kiedy mgła się snuje,
w smutku wędrował wśród pędzących liści.

Przedwiośnie nie od razu miało postać, w jakiej czytamy je dzisiaj. Przybrało ją w publikacji z 1904 roku (w lutowym zeszycie berlińskiej „Die neue Rundschau”):  zwrotka pierwsza została powtórzona jako siódma, dając w tej pozycji mocny akord, zwrotki ósma i dziewiąta, przeniesione z pozycji wcześniejszej na końcową, wzmogły poczucie tajemniczości niepowszedniego zjawiska-zwiastuna.

Gotthart Wunberg nadał monografii wczesnej poezji Hofmannsthala podtytuł Schizofrenia poetyckiej struktury. Niepogodzenie ze światem, fantasmagorie własnego wnętrza, uzurpacje, nieufność i lęk, rozszczepienie świadomości?
I osobliwy urok zła? Właśnie taki stał się w swojej bezładnej szarpaninie wiek dwudziesty.

Na obrazie kozionogi Faun wygrywa na podwójnym flecie-piszczałce marzenia siedzącej u stóp brzozy nagiej dziewczyny. Ona słucha i zdaje się o coś pytać uzbierane kaczeńce. Nigdy się nie dowiemy, co się potem stało. Pamiętam ten obraz
z dzieciństwa, wisiał, ogromnego – wydawało mi się – rozmiaru,
w gabinecie ojca. Wpatrywałem się w niego wiele razy, w pień brzozy, błękit roztopów, daleki horyzont i wiosenne obłoki.

Jakiś lęk przenikał ten pogodny krajobraz.

Andrzej Lam