Strona główna » Ludwig Tieck » Melancholia
| A A A
polski
Akademia Humanistyczna
Kolekcja Niemieckiej Poezji Klasycznej

Biblioteka Główna im. Andrzeja Bartnickiego

Wydawnictwo Typografia Pułtusk

Bibliotheca Augustana
 
MELANCHOLIA

Ludwig Tieck

 

Noc była czarna, ciemnych gwiazd świecenie
Sączyło się matowo zza opony chmur,
Milczących duchów szedł przez pole chór,
Gdy odwróciły się Parki niechętnie
I Bogowie do życia posłali mnie w gniewie.

Smutne kołysanki śpiewała mi sowa
I krzyknął nagle do mnie z głębi cisz
Głos jakiś: „Witaj!”. Kto to był?
I nagle blady strach mnie dopadł
I pozdrowiła mnie jak siostra groza.

Tak rzekł mi strach, gdy północ wstała:
Do cierpień tyś przeznaczon jest,
Okrutnym losem jest twój cel,
Łuk jest napięty, chwila każda
Ci odtąd krwawą ranę zada.

Radości ludzkie uciekną od ciebie.
Dobrego słowa ci nie powie nikt.
Twój trakt u dzikich skał się będzie wił,
Gdzie kwiatów nie ma, przepaść zieje
I coraz mocniej palą słoneczne promienie.

Miłość, co każde stworzenie przenika,
Co koi każde cierpienie i ból,
Co każdą radość wieńczy, każdy trud,
Co serce nam do nieb wysokich wzbija,
Gdzie życiodajna rzeźwi nas krynica,

Ta miłość jest na wieki ci wzbroniona.
I zatrzasnęła się za tobą brama już,
Rozpaczy rumak stąd cię będzie niósł
Przez kraj, gdzie rządzi czarna troska
I żadna radość w pustce cię nie spotka.

A potem spadniesz znowu w noc na wieki,
Ugodzi w ciebie tysiąc nędz i burz,
Byś tylko w bólu swe istnienie czuł!
Tak, i dopiero w bladym wzroku śmierci
Powita cię na koniec los twój miłosierny.

Przełożył Andrzej Lam

 

Melancholiez powieści Geschichte des Herrn William Lovell, 1794.