Strona główna » Clemens Brentano » Siedmiokrotna Lorelei
| A A A
polski
Akademia Humanistyczna
Kolekcja Niemieckiej Poezji Klasycznej

Biblioteka Główna im. Andrzeja Bartnickiego

Wydawnictwo Typografia Pułtusk

Bibliotheca Augustana
 
SIEDMIOKROTNA LORELEI

Tajemnicza postać Lorelei objawiła się po raz pierwszy w młodzieńczej powieści Clemensa Brentano Godwi (1801), w rozdziale 36 części drugiej, gdzie balladę o niej śpiewa jedna z bohaterek, Violetta, jako wyraz zawiedzionej miłości1. Nie był to, jak się czasem sądzi, legendarny przekaz ludowy, lecz oryginalny utwór Brentana. Wkrótce pisarz odbył wraz z Achimem von Arnim nastrojową żeglugę Renem, a w latach 1805–1808 obaj przyjaciele wydali trzytomowy zbiór dawnych i stylizowanych pieśni ludowych Des Knaben Wunderhorn (Cudowny róg chłopca), który w znacznym stopniu wpłynął na charakter niemieckiego romantyzmu.

Sama nazwa skalistego wzgórza nad Renem w miejscu, gdzie rzeka niebezpiecznie się zwężała i tworzyła groźne wiry, w pobliżu Sankt Goarshausen, istniała od wieków2. Swoisty układ przestrzenny sprawiał, że szum wodnej kipieli (wg słownika braci Grimm lörlen znaczy w staroniemieckim „mamrotać”, także „zwodniczo wabić”, lei/ley oznacza skałę), odbity wielokrotnym echem, zdawał się dobiegać od tego wyniosłego wzgórza, a zasłuchani i zapatrzeni żeglarze narażali się na zderzenie z podwodnymi rafami. Do tej naturalnej muzyki włączał się z przeciwległego brzegu szum wodospadu Galgenbach. Romantyczna wyobraźnia podsunęła pisarzowi myśl, że echo jest głosem dziewczyny, która z tej skały rzuciła się do Renu, i stworzył motywującą to fabułę, która rychło stała się sagą lokalną, tak sugestywnie wiązała się z magicznym przełomem Renu i tak wielkie było w dobie romantyzmu na nią zapotrzebowanie.

Postać Lorelei jest w balladzie Brentana jednoznacznie tragiczna. Piękną dziewczynę porzucił kochanek, ale mimo smutku, w jakim jest pogrążona, nadal wywiera na mężczyzn, wbrew swej woli, tajemniczy wpływ, jakby czarami gotowała im zgubę. Nie wyrządza jednak zła świadomie. Pragnęła być zwyczajną dziewczyną, a widząc, że ma w sobie niszcząca siłę, nie chce już dłużej żyć i wezwana przed sąd, sama prosi o wyrok śmierci. Urzeczony urodą Lorelei i przejęty jej cierpieniem biskup czuje się bezradny: uchyla się od wydania wyroku i nakazuje, aby została zakonnicą. Ciąg dalszy niech opowie sama ballada3. Jej ostatni wers („Als wären es meiner drei”) zdradza obecność autora – może jako siebie płynącego Renem i zarazem wcielającego się w postacie dziewczyny i kochanka4. W zakończeniu powstanie pieśni przypisane jest anonimowemu żeglarzowi, co zapewne sprawiło, że była ona odbierana jako wytwór wyobraźni ludowej. Jako taką opowiedział ją, powołując się na tekst Brentana, Niklas Vogt w swoim zbiorze reńskich legend5.

W późniejszej wersji rękopiśmiennej łodzią płynie biskup: to on jest dawnym kochankiem, który wybrał stan duchowny, aby wyzwolić się spod uroku Lorelei, i na jego widok ona rzuca się do Renu6.

Brentano miał do postaci Lorelei suwerenne prawa tworcy i po dziesięciu latach w baśni Co złota rybka opowiedziała o dziwach, które ujrzała u starego Ojca Renu gruntownie ją przemienił7. Połączył Lorelei w jej nowej roli, jako panią wspaniałego zamku wewnątrz skały, z legendą o spoczywającym na dnie Renu skarbie Nibelungów (wymienione w Pieśni o Nibelungach miejsce ukrycia skarbu, Loche – może oznaczać każde głębokie i trudno dostępne miejsce na Renie). Lorelei jest teraz strażniczką skarbu, co przesuwa jej istnienie w czas mityczny. Poetyka baśni pozwala uważać siedem córek Lorelei za zwielokrotniony głos jej samej, a dalsze potomstwo: Echo, Akord, Rym, za alegorię (nieszczęśliwej) miłości, muzyki i poezji.

Brentano sam podsunął trop, którym podążył Werner Bellmann8, wskazując na podobieństwo Lorelei do mitycznej nimfy Echo, tak jak opisał jej nieszczęśliwe dzieje Owidiusz w trzeciej księdze Metamorfoz. Echo kocha bez wzajemności Narcyza i cierpienie tak ją wyniszcza, że pozostaje po niej tylko głos, najlepiej dający się słyszeć wśród skał, w które zmieniły się jej kosteczki. Ale różnica jest zbyt duża, aby legendę o Lorelei można było uznać za niemiecki wariant tamtej opowieści: tak jak za życia wskutek zemsty Junony, Echo również po utracie ciała umie powtarzać tylko zasłyszane słowa, nie dysponuje natomiast czarodziejską siłą, zdolną wywierać zarówno nieodparty urok, jak nieść groźbę zatracenia. Nie stała się też uosobieniem pociągającej tajemnicy, patronką sztuki, uświadamia jedynie miraż wzajemności uczuć, wzmacnia sens wypowiedzianych słów, czasem też szyderczo je przedrzeźnia i odsyła w stronę tego, kto je wypowiedział.

Symbolika Lorelei szybko przechylała się w stronę postaci kojarzonej z nieszczęściem. W pierwotnej wersji Brentana los jej stanowił przestrogę dla tych, którzy igrają z miłością, jak gdyby krzywda nie mogła pozostać bezkarna i jakaś wyższa instancja moralna dopominała się wyrównania. Raz zapoczątkowane zło nie ginie, czai się i godzi w innych, już nie jako jednostkowa zemsta, lecz wskutek naruszenia porządku świata. Wersja ta nie mówi nic o dalszym istnieniu Lorelei ponad to, że skała „trzech rycerzy” – tych, którzy dali się powieść do stojącego tam rzekomo zamku jej kochanka i zginęli – powtarza echem jej imię. Ale już Joseph von Eichendorff wyobraził ją sobie inaczej. W swojej debiutanckiej powieści Ahnung und Gegenwart (1815) umieścił napisaną trzy lata wcześniej pieśń, nazwaną później Waldgespräch (Rozmowa w lesie), w której występuje swobodnie uformowana postać tragicznej i złowróżbnej dziewczyny: zbłąkany w nadreńskiej kniei wędrowiec spotyka ją niespodziewanie o zmroku, na koniu, odzianą w świetny strój, i rozpoznaje w niej „czarownicę Lorelei”. Nie ona go tu zwabiła, każe mu uciekać od siebie, i nie rzeczna kipiel, ale głęboki las staje się miejscem zatracenia. W scenie powieściowej Eichendorff włożył tę pieśń w usta śpiewających na przemian jej zwrotki przygodnych znajomych, jakby chciał dać żywy przykład formowania się legendy przez improwizację:

Dwaj myśliwi usadowili się niedaleko przy stole na zielonym placyku między domami nad Renem i przekomarzali się z dziewczętami, którym, jak mogli sądzić, bardzo się podobali. Dziewczęta uwiły szybko okazały wieniec z jasnoczerwonych róż i włożyły go na głowę temu, który wydawał im się najweselszy. Wówczas Leontin, nie zwracając na to uwagi, zaintonował pieśń o pewnej znanej nad Renem dziewczynie:

Już późno tak, i wieje wiatr,
A ty gnasz sama przez ten las?
To wielki las i zbłądzi koń,
Dzieweczko miła! spieszmy w dom!

Uwieńczony mężczyzna odpowiedział od sąsiedniego stołu następną zwrotką:

Jest wiarołomny każdy mąż,
Me serce biedne krwawi wciąż,
Podstępnie zwodzi rogu głos,
Uciekaj! nie wiesz, czym mój los.

Leontin zastanowił się chwilę i zaśpiewał ciąg dalszy:

Jak zdobny koń, jak świetny strój,
Czarownym zwidem obraz twój,
Poznałem – Boże, siłę daj!
Tyś czarownica Lorelei.

Myśliwy mu odpowiedział:

Poznałeś mnie – z wyżyny hen
Mój zamek patrzy w cichy Ren.
Już późno tak, i wieje wiatr,
I nie wypuści cię ten las!

Myśliwy ujął kielich, podszedł do nich i dziarsko przepił do Fryderyka: Niech żyją nasze ślicznotki! W zderzeniu kryształ myśliwego pękł, wydając dźwięczny odgłos. Myśliwy zbladł i cisnął szkło do Renu.

Wkrótce, w 1818 roku, Aloys Wilhelm Schreiber obmyślił wersję prozatorską, która jednak nie tyle tworzyła mit, co stanowiła baśniową nowelę adaptującą umityczniony wątek9. Na skale Lurelei o zmierzchu, kiedy zabłysną gwiazdy lub jaśnieje księżyc, daje się widzieć dziewczyna śpiewająca tak pięknie, że żeglarze się zapominają, nie omijają zdradnych raf i giną w nurtach rzeki. Usłyszał o niej syn falcgrafa i pod pozorem, że wybiera się na polowanie, popłynął Renem. O zmroku ujrzał dziewczynę siedzącą na występie skalnym i uplatającą wieniec na złote włosy. Usłyszał też jej cudowny głos. Kazał żeglarzom podpłynąć do skały, ale wyskoczył z łodzi za wcześnie i zniknął w topieli. Kiedy dowiedział się o tym ojciec, zapałał gniewem i za radą swojego kapitana rozkazał strącić „winowajczynię” do Renu. Kapitan obstawił skałę kawalerzystami i w towarzystwie trzech zuchów jął się wspinać na szczyt. Ujrzawszy ich, dziewczyna rzuciła do Renu sznur bursztynów, wołając przeraźliwie:

Ojcze, daję ci znaki!
Ślij dziecku dzikie rumaki!
Chcę gnać z falami, wichrami!

Na to wezwanie Ren się wzburzył, biała piana pokryła brzegi i wzgórza, wyłoniły się z niej dwa białe konie, uniosły dziewczynę i pogrążyły w Renie. Lorelei stała się nimfą (ondyną) niepodległą ludzkiej mocy. Po powrocie drużyna zastała żywego syna falcgrafa: okazało się, że fala wyrzuciła go nieopodal na brzeg. Od tego czasu nie jest już pewne, czy dziewczyna nadal przebywa na skale.

Wzbogaconą o nowe motywy wersję tego opowiadania zamieścił Otto Heinrich Graf von Loeben (przyjaciel Eichendorffa) pt. Loreley. Eine Sage vom Rhein, jako dodatek do swojego wiersza Der Lurleyfels, w lipskim almanachu „Urania” na rok 1821. Wywiódł ją z opowieści o Hugbercie, synu falcgrafa Rutharda z zamku Stahleck koło Bacharach. Hugbert usłyszał pewnej nocy wołanie Lorelei i zakochał się w niej. Znajomy rycerz ostrzega go, że głos należy do czarownicy, i wtedy Hugbert postanawia to sprawdzić: jeśli tak jest, wyda ją ojcu, jeśli nie – ożeni się z nią. Podczas poszukiwań wpada nieszczęśliwie do wody, Lorelei skacze za nim i wyznaje mu miłość, ale wraz z pianiem koguta musi go opuścić i obiecuje spotkanie następnego wieczoru. Tymczasem ojciec, otrzymawszy fałszywą wiadomość o śmierci syna, nakazuje odnaleźć i zabić Lorelei. Kiedy Hugbert wraca do domu, zauważa brak pierścienia na palcu. Schwytana Lorelei zostanie uwolniona, jeśli odda pierścień. Ona jednak go nie ma. Prowadzą ją na skałę i przywiązują kamień do szyi, a wtedy Lorelei dobrowolnie rzuca się do Renu z okrzykiem: „Mój kochanek mnie zdradził, nikt mnie już więcej nie schwyta!”. Ruthard i jego dwaj oprawcy nie znajdują drogi powrotnej i ponoszą śmierć wśród skał. Następnego dnia rybacy odnajdują zgubiony pierścień w brzuchu złowionej ryby. Hugbert wrzuca go do Renu i umiera z tęsknoty.

Odtąd dające się słyszeć echo oznacza odrzucenie przez Lorelei dochodzących do niej słów, jakby chciała powiedzieć: „Po cóż posyłacie mi swoje słowa i każecie mi się bawić jak niegdyś, to nie jest przecież głos Hugberta, ja go utraciłam”.

Poprzedzający sagę sześciozwrotkowy wiersz ostrzega przed zgubnym wpływem nienazwanej z imienia czarodziejki (Zauberfräulein) siedzącej na skale w blasku księżyca, uwodzicielsko śpiewającej i patrzącej na Ren, jakby spoglądała na żeglarza, podczas gdy „nurt pozostaje zdradny i chłodny”. Przestroga zostaje wzmocniona deziluzją. Według autorskiego komentarza, pieśń tę śpiewa stary myśliwy na brzegu Renu koło Goar, kiedy rzeką płynie piękny młodzieniec, bierze kurs na mityczną skałę i tonie we wzburzonym nurcie. Rybacy mówią, że Lorelei nie jest temu winna, żeglarz sam zgotował sobie zgubę. Nie jest więc wabiącą w otchłań Syreną, a czasem nawet pomaga rybakom napełnić sieci (tym się różni od rusałki zwabiającej rybaka w głębinę ze znanej już wówczas powszechnie ballady Goethego Rybak).

Motywy legendy przetworzył poetycko w 1823 roku Heinrich Heine w Pieśni o Lorelei, jednym z najbardziej znanych na świecie wierszy niemieckich, do którego muzykę skomponował w 1837 roku Friedrich Silcher.

Wiersz wspomina dawną, pełną rzewnego smutku baśń – rzekomo dawną, bo przecież od jej powstania minęło niewiele ponad dwadzieścia lat. Stanowi jakby pożegnanie z romantyzmem, z jego uczuciowością i skłonnością do tragicznego rozdarcia, z kultem tajemniczej dawności i fascynacją niosącymi zgubę mirażami – zespołem wyobrażeń, które łatwo zamieniały się w obiegowe mity. Dyskretny cudzysłów ironii sprawia, że spod uroków romantyzmu wyziera niebezpieczeństwo uwiedzenia i zatracenia duszy – już nie tylko jednostkowej. Scenerię księżycowej nocy zastąpiła pora zachodu; skała zabarwia się jaskrawą czerwienią, jakby w płomieniach kończył się jakiś świat. Podobnie jak u Loebena, Lorelei nie ma tu żadnej własnej przeszłości, jest czystym symbolem oślepiającego piękna. Ale właśnie w tej postaci, dzięki poetyckiej sugestii, legenda oddziaływała najszerzej i najsilniej. Nawet naziści nie odważyli się usunąć tego wiersza z lektur szkolnych i drukowali go anonimowo.

Lorelei zapoczątkowała mit pięknej czarodziejki, który od schyłku XIX wieku znalazł przedłużenie w postaciach kobiet fatalnych. Warto jednak pamiętać, że głównym przesłaniem pierwotnej wersji legendy była przestroga przed lekkomyślnym zadawaniem bólu w miłości.

     A dziś w Polsce? Jest taka piosenka Wojciecha Młynarskiego, rozdzierający serce romans z ducha Gałczyńskiego i Kabaretu Starszych Panów, gdzie nieoczekiwanie rozbrzmiewa znajomy głos:

Truskawki w Milanówku,
Przez chwilę człek nie podejrzewał,
Że to nie Lorelei tak śpiewa,
Lecz gwiżdże EKaDe.

Andrzej Lam


Siedmiokrotna Lorelei. Skrócona wersja z książki: Poznać to, co mówimy. Prace filologiczne i wspomnienia. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2009.

[1] Godwi oder Das steinerne Bild der Mutter. Ein verwildeter Roman. Von Maria. Bremen 1801–1802. Tom drugi ukazał się na przełomie października i listopada 1801, część nakładu oznaczona była datą 1802.

[2] Dziś ten przełom nie jest już niebezpieczny. W latach trzydziestych XIX w. najgroźniejsze dla żeglugi skały zostały wysadzone; miejsce to oznaczył pomnik. Próby takie podejmowane były od XIV w., a w XX w., w paru fazach, przeprowadzono ostateczną regulację.

[3] Wszystkie teksty niemieckie podaję we własnym przekładzie. Dawno temu (we „Współczesności” 1965) zapewne nieco na wyrost stwierdziłem, że „skoro dobrze znamy legendy Loary i Renu, Kastylii i Toskanii, Kijowa i Nowogrodu, to oczekuje nas jeszcze uczulenie słuchu na legendy Moraw i Serbii, Karpat i Bałkanów, Dunaju i Wełtawy” – więc teraz tym przyczynkiem to nadrabiam. A w postulowanej wtedy dziedzinie pracuje już dziś legion piór z Andrzejem Stasiukiem, Jurijem Andruchowyczem, Henrykiem Wańkiem i Januszem Szuberem.

[4] Por.: H. Politzer, Milczenie syren. Przeł. J. Hummel. Warszawa 1973, s. 32–33.

[5] N. Vogt, Rheinische Geschichten und Sagen. Frankfurt am Main 1817 (pierwsza publikacja 1811).

[6] Wersja ta była częściowo znana od czasu ukazania się Pism zebranych Brentana w 1852 r., przygotowanych po śmierci pisarza przez jego brata Christiana; wydawca przejął końcowe strofy ballady z rękopisu. W całości została opublikowana w 1933 r. Oba ujęcia traktowane są obecnie nie jako warianty, lecz jako samodzielne utwory: wcześniejszy opatruje się tytułem Lore Lay, późniejszy – Lureley.

[7] W zbiorze baśni Rheinmärchen, powst. 1811/12, publ. w: Die Märchen des Clemens Brentano. Hrsg. v. G. Görres. Stuttgart u. Tübingen 1846 (wyd. pośmiertne).

[8] W. Bellmann, Brentanos Lore Lay-Ballade und der antike Echo-Mythos. W zb.: Clemens Brentano. Hrsg. v. D. Lüders. Tübingen 1980.

[9] A. W. Schreiber, Die Jungfrau auf dem Lurley. W: Handbuch für Reisende am Rhein von Schafhausen bis Holland. 2. Aufl.: Heidelberg 1818.