| A A A
polski
Akademia Humanistyczna
Kolekcja Niemieckiej Poezji Klasycznej

Biblioteka Główna im. Andrzeja Bartnickiego

Wydawnictwo Typografia Pułtusk

Bibliotheca Augustana
 
PRZEDMOWA

Dzieje rodu i Śląsk habsburski

Eichendorffowie byli starym rodem szlacheckim, od XIII w. osiadłym w księstwie magdeburskim i w elektoracie Brandenburgii, z siedzibą w Serbowie (niem. Zerbow, 12 km na północ od Rzepina). Jakob von E. podczas wojny trzydziestoletniej rotmistrz pozostający w służbie cesarza Ferdynanda II, został odkomenderowany na Śląsk i przez ożenek z Weroniką Sędziwojówną w roku 1626, po śmierci jej ojca, słynnego polskiego alchemika i dyplomaty Michała Sędziwoja, radcy Zygmunta III Wazy i tajnego radcy cesarskiego, pozyskał 1636 majątek Krawarze (Krawarn) na Śląsku morawskim. Grasująca w 1631 roku zaraza zdziesiątkowała rodzinę i Jakob wziął na wychowanie osieroconego siostrzeńca, Hartwiga Erdmanna Eichendorffa. W 1650 roku majątek w Serbowie został sprzedany. Hartwig ożenił się 1654 w Sedlnicach z wdową po Franciszku Jerzym Orliku, Sydonią z d. Larisch, w następnym roku nabył tam majątek i został przyjęty do stanu rycerskiego. W 1667 roku objął schedę po stryju na mocy jego testamentu (napisanego w języku morawskim). Mianowany przez Leopolda I radcą cesarskim i zarządcą (Landeshauptmann) księstwa Karniów (Krnov, Jägerndorf), po przejściu na katolicyzm otrzymał w 1679 roku tytuł barona (Freiherr) i stał się protoplastą śląskich Eichendorffów.

Taki stan majątkowy trwał ponad sto lat. Syn Hartwiga Ferdynand Burchard, urodzony w Sedlnicach, cesarski i książęcy radca w Karniowie, miał za żonę Annę Jadwigę z d. Matuschka. Pradziadem i prababką pisarza byli Jan Rudolf i Anna Małgorzata z d. Smerowsky, dziadkiem i babką – Rudolf Jan i Joanna z d. Salisch. Ojciec, Adolf Teodor, urodzony w Krawarzach 1756, pruski oficer, sprzedał 1782 dziedziczne dobra i nabył majątek Radoszowy w powiecie kozielskim. Poślubił Karolinę z d. Kloch, ur. 1766, , i porzuciwszy służbę wojskową, osiadł jeszcze za życia teściów w ich zamku w Łubowicach (ok. 10 km na północ od Raciborza). Tu urodził się 10 marca 1788 Józef Karol Benedykt von Eichendorff jako drugi syn; ze starszym o półtora roku Wilhelmem łączył go potem serdeczny związek. W 1791 roku ojciec nabył zamek w Toszku, w następnym odsprzedał Radoszowy bratu. Sedlnice pozostały ulubionym miejscem poety, chętnie tam przebywał i pisał wiersze.

Zachowane do dziś świadectwo ślubu rodziców sporządzone zostało w Łubowicach 23 listopada 1784. Tak brzmiała urzędowa polszczyzna tamtejszego proboszcza z ostatniego roku jej stosowania (potem była przejściowo łacina): „Z Lubowitz copulerowany iest [zawarł związek małżeński] Jaśnie Wielmożny JMĆ Pan Baron de Eichendorff z Wielmożną JMĆ Panną Karoliną de Kloch, iediną córką JMĆ Karola z Kloch dziedzicznego Pana na Lubowicach. / Copulerował JMĆ Pan Fararz Lubowski Gregorz Petritius w Przitomności Swiadków W. JMĆ Pana Landrata de Wrochem y W. JMĆ Pana Rittmaystra od pr[uskiego] Regimentu Dalwikowskiego de Kamienetza y JMĆ Pana Maiora de Zilau yak JMĆ Pana de Adlersfeld dziedzicznego Pana na Rudniku”.1

Śląsk należał od 1742 roku do Prus, odebrany Marii Teresie po śmierci jej ojca Karola VI przez Fryderyka II, ale wpływy kulturalne Wiednia utrzymywały się tu jeszcze długo, zwłaszcza wśród konserwatywnie usposobionej katolickiej szlachty, trwającej w kulturze habsburskiego baroku i odpornej na wpływy zarówno wieku Oświecenia, jak rewolucji francuskiej (przyszły pisarz urodził się w roku poprzedzającym jej wybuch). Życie płynęło w tym środowisku spokojnym trybem, urozmaiconym przez sąsiedzkie spotkania z towarzyszeniem muzyki i śpiewu, huczne polowania, wyprawy na jarmarki do sąsiednich miasteczek, wycieczki konne. Utrzymywano też nadal stosunki ze szlacheckimi rodzinami austriackimi i z towarzystwem wiedeńskim. Kultura ta stanowiła jakby archipelag wysp w otoczeniu ludności wiejskiej i rzemieślniczej, w znacznej części słowiańskiej, polsko-śląskiej. W twórczości Eichendorffa zachowały się liczne ślady zapamiętanej z dzieciństwa obyczajowości i okolicznego pejzażu, chociaż pisarz nie wprowadzał do swoich utworów toponimicznych realiów śląskich – może dlatego, że przejęte wartości stały się dla niego symbolami innego, szlachetniejszego życia, rodzinnym archetypem, dalekim od regionalizmu i pretendującym do rangi uniwersalnej jako wyraz trwałej formacji kulturowej i moralne zobowiązanie dla Niemiec jako całości. Tłumaczono to niechęcią pisarza do kwalifikowania go jako poety regionu, choć większą zapewne rolę odgrywało przeświadczenie, że głębi doznań związanych z ziemią rodzinną nie da się wyrazić miejscowymi nazwami ze względu na ich słabą wymowę symboliczną w niemieckiej kulturze, nieporównywalną z symboliką Renu, Neckaru czy Dunaju. Wznoszący się nad Odrą zamek z rozległym ogrodem i widokiem na okoliczne, pokryte lasami wzgórza, na płynące rzeką statki, które zachęcały do żeglugi w nieznaną dal, powraca wielokrotnie w jego poezji jako świat utracony, ale ciągle obecny we wspomnieniu i godny przechowania w pamięci zbiorowej. Miała temu służyć poetycka sublimacja o wielkiej sile oddziaływania; z czasem też zyskał Eichendorff pozycję jednego z najbardziej ulubionych i popularnych w Niemczech poetów, a stworzone przez niego wzorce marzycielskiego, nadającego rzeczywistości cechy baśniowe odczuwania świata stały się trwałym składnikiem romantyzmu o zasięgu ogólnoeuropejskim.

Dzieciństwo i młodość

                                            Pamiętasz jeszcze zamek na cichej wyżynie?
                                            Róg tam rozbrzmiewa nocą, jakby ciebie wołał...

Wychowaniem chłopców zajmował się ksiądz Bernard Heinke, a najmilszym towarzyszem zabaw był wikary Paweł Ciupke, o usposobieniu pogodnego dziwaka, majsterkowicza i marzyciela. Do ulubionych lektur należały stare romanse, popularne także wśród ludu: Magielona, Genowefa, Dzieci Heimona, przekłady powieści angielskich i francuskich, opisy podróży, poezje Matthiasa Claudiusa. Józef czytał je najchętniej ukryty wśród konarów starej gruszy na zboczu ogrodu (motyw chłopca siedzącego na drzewie i patrzącego na okolicę występuje w jego poezji), a talent literacki objawił wcześnie, próbując w wieku dziesięciu lat swych sił w dramacie o tematyce rzymskiej. Prowadził od 1800 roku zapiski w dzienniku, który zachował się z wyjątkiem partii zniszczonych potem przez jego syna Hermanna. Zanotował też swoje wrażenia z edukacyjno-krajoznawczej podróży do Pragi i Karlowych Warów.

Eichendorff znał język polski w jego śląskiej odmianie. W gimnazjum wrocławskim poświadczono, że „jako utrakwista zna ten język dosyć dobrze”; ocena wypadła umiarkowanie zapewne właśnie dlatego, że słyszał w otoczeniu język ludowy, a nie literacki. Dziennik zawiera nieco polskich realiów, wymienia np. służącego Iskrę, myśliwego Chrobaka, kościółek „Mageboze” (Matki Boskiej) w pobliżu Łubowic, nazwy miejscowe, np. „ostra gura”, a siostrzyczka Luise, która przyszła na świat w 1804 roku, nazwana jest pieszczotliwie Luiska. Nierzadko przedostają się do zapisów polskie zniemczone słowa, jak „Kischka” (zsiadłe mleko), „Wildschur” (wilczura, okrycie futrzane), „Minken” (zalotne minki dziewcząt) i wzmianki o miejscowych obyczajach, np. o polewaniu się wodą w drugi dzień Wielkiejnocy czy o „Ruten-Schmagostern”, czyli o smaganiu witkami wierzbowymi śpiochów, nie wstających dość wcześnie z łóżek. Przysłuchiwał się też śląskim pieśniom ludowym, gawędom i podaniom, które jeszcze w jednym z ostatnich swoich listów nazywał „Boiken” (bajkami). W dzienniku nie ma mowy o żadnych konfliktach narodowościowych, jeśli nie liczyć awantury przy faraonie, podczas której dwóch oficerów, Polak Kordikowski i niemiecki graf Pinto, okładało się po głowie świecznikami. Są natomiast wzmianki o prowadzonych z bratem po polsku rozmowach i o śpiewaniu polskich pieśni przy gitarze i fortepianie, np. „Od Krokowa jadam” (Od Krakowa jadę, ściele mi się droga, daj mi, dziewczę, buzi, bój się Pana Boga). Również w nie datowanym brulionie listu do Klemensa Brentano wymienione są polskie pieśni – przykładowo „von Andreaschek”, czyli o Ondraszku. Nie oznaczało to nic więcej niż sympatię do miejscowego folkloru, ale nie pozostał on bez wpływu na charakter i niektóre motywy poezji Eichendorffa.

Beztroskie życie zakłócały tarapaty finansowe ojca, który musiał okresowo ukrywać się przed swoimi wierzycielami. Naukę szkolną rozpoczęli obaj bracia w 1801 roku w katolickim gimnazjum wrocławskim, szkole z świetną barokową tradycją, mającej siedzibę w gmachu uniwersyteckim. Zamieszkali w stowarzyszonym konwikcie św. Józefa. Po rozwiązaniu zakonu jezuitów wprowadzono w całym szkolnictwie wzory protestanckie, w gimnazjum pozostała jednak szkoła muzyczna na użytek codziennych nabożeństw i teatr szkolny. Z tego czasu pochodzą pierwsze próby poetyckie i artykuły do „Wochenzeitung”. W mieście grywano sztuki Goethego, Schillera i Lessinga, wystawiano opery Mozarta, i na wszystkie te przedstawienia Eichendorff pilnie uczęszczał. Po ukończeniu gimnazjum w 1804 r. bracia przebywali jeszcze przez rok we Wrocławiu w towarzystwie dawnego wychowawcy Heinkego, słuchając wykładów akademickich. Na dalsze studia udali się do Halle, silnego już wtedy ośrodka młodych romantyków. Podatni na nowe prądy studenci skupiali się wokół urodzonego w Norwegii filozofa natury H. Steffensa, którego wykłady przemieniały się w poetyckie improwizacje, młodzi teologowie wokół F. Schleiermachera. Eichendorff słuchał też wykładów filologa F. A. Wolffa, ale głównym celem obu braci było studium prawa, które miało im zapewnić zawodową karierę. Poza nauką życie studenckie wypełniały wycieczki konne i piesze, nastrojowe wieczory na Gibichenstein, ruinie zamku wznoszącego się nad Saalą, serenady śpiewane pod oknami prawdziwych lub wyimaginowanych kochanek. Latem często odwiedzano teatr w Bad Lauchstädt, gdzie występowała Weimarska Scena Goethego, i była to okazja, aby zobaczyć mistrza, który zjawiał się zresztą i w Halle, zainteresowany wykładami z nauki o czaszce. Po spędzonych w Łubowicach wakacjach w 1806 roku bracia nie wrócili już do Halle; uniwersytet został zamknięty po zwycięstwie Napoleona pod Jeną, a niebawem jego wojska zajęły Śląsk.

Wiosną 1807 nierozłączni bracia wyruszyli na dalsze studia do Heidelbergu, gdzie myśl i obyczajowość romantyczna były w pełnym rozkwicie; niedawno ukazał się zbiór dawnych pieśni niemieckich Des Knaben Wunderhorn (Cudowny róg chłopca, 1805), który miał wywrzeć silny wpływ na lirykę Eichendorffa. Zwłaszcza wykłady J. Görresa z zakresu filozofii i estetyki odbierane były jako proroczy manifest nowej wrażliwości, a atmosfera miasta nad Neckarem przydawała życiu studenckiemu osobliwego uroku. Tu opublikował Eichendorff po raz pierwszy swoje wiersze w „Zeitschrift für Wissenschaft und Kunst” pod pseudonimem Florens, który przybrał w przyjacielskim Związku Eleuzyńskim. Był wtedy pod urokiem sonetów zaprzyjaźnionego grafa Ottona Heinricha von Loeben. Poezja Eichendorffa szybko uwalniała się od sentymentalnej maniery, osiągając właściwą pieśni ludowej czułość i prostotę, tak w sposobie obrazowania, jak w melodyjności brzmienia. Charakterystyczny dla środowiska heidelberskiego zwrot ku dawności, rozbudzenie wyobraźni i idealizacja wypróbowanych cnót były formą protestu przeciw radykalizmowi i okrucieństwom rewolucji francuskiej (Görres przeszedł drogę od entuzjazmu dla rewolucji do głębokiego rozczarowania), ale także przeciw ograniczeniu, trywialności i tępocie filistrów. Zbieraniu w bibliotece cesarskiej materiałów rękopiśmiennych odnoszących się do staroniemieckiej przeszłości – na użytek prac Görresa – służyła też podróż braci do Paryża na wiosnę 1808, kończąca zarazem epizod heidelberski. Okrężną drogą przez Wiedeń wrócili do Łubowic z myślą, aby zająć się gospodarstwem.

Niedługo to jednak trwało. Eichendorff był pełen pomysłów twórczych, a mając teraz głębszą motywację i wykształconą już metodę, tym gorliwiej zbierał śląskie legendy i baśnie. W 1809 roku zaręczył się z młodziutką Luizą von Larisch (według metryki kościoła parafialnego w Rybniku Aloysia Anna Viktoria, ur. 1792 w Niewiadomiu), córką sąsiada na dobrach w Pogrzebieniu. Zimę 1809/10 spędzili bracia w Berlinie, gdzie mogli bliżej poznać autorów Cudownego rogu chłopca, Achima von Arnim i Klemensa Brentano, także Adelberta von Chamisso (może też Kleista), i słuchali wykładów J. G. Fichtego. Plany prowadzenia gospodarstwa trzeba było porzucić, bo nierozważne spekulacje ojca spowodowały w tym ogólnie ciężkim czasie zadłużenie dóbr, grożące upadkiem. Bracia udali się więc jesienią 1810 do Wiednia, aby dokończyć studia prawnicze i złożyć egzaminy państwowe. Zamieszkali u kuzyna grafa Wilczka (w Stadtpalais przy Herrengasse 5) i zostali wprowadzeni w świetne towarzystwo z kręgu Fryderyka Schlegla, ale prowadzili życie bardzo skromne. Wśród osób, z którymi zawarli znajomość, wyróżniał się wpływowy wówczas kaznodzieja, redemptorysta Klemens Maria Hoffbauer, świeżo tu osiadły młody dramatopisarz Theodor Körner (wkrótce miał zginąć na wojnie) i serdecznie zaprzyjaźniony malarz Filip Veit. Odwiedziny w pobliskim Seebarn utrwaliły w pamięci widok Wiednia, który odezwie się potem w noweli Aus dem Leben eines Taugenichts (Z życia nicponia). Spotkania z Schleglem i jego żoną Dorotą (córką filozofa Mosesa Mendelssohna) sprzyjały ukończeniu w 1812 roku pierwszej powieści, która prawdopodobnie za radą Doroty przybrała tytuł Ahnung und Gegenwart (Przeczucie i teraźniejszość). Jest tu przedstawiony czas oczekiwania, cierpień wewnętrznych i potrzeby regeneracji duchowej po rozpadzie dawnych wartości, ale także urok rzadkich chwil, kiedy możliwe stają się związki bratnich dusz i zapładniające uczuciowo kontakty z naturą. W narrację wplecione zostały utwory poetyckie, i ten zwyczaj łączenia nastrojowej prozy z liryką okazał się trwałą cechą warsztatu pisarza.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego Eichendorff od razu zareagował na apel króla pruskiego, wzywającego w marcu 1813 z Wrocławia ochotników do walki z Napoleonem: widział w tym zaczyn wielkiego porywu wolnościowego. Rozstanie się z bratem oznaczało też koniec „lat wędrówki”. Mimo że został oficerem Landwehry, nie brał udziału w znaczących potyczkach, ważniejsze konsekwencje miało natomiast zaprzyjaźnienie się z Friedrichem de la Motte‑Fouqué, który też uczestniczył w tych walkach (z jego przedmową ukazała się w 1815 roku pierwsza powieść Eichendorffa, nie wywołując zresztą żywszego oddźwięku). W kwietniu 1815 poślubił we Wrocławiu narzeczoną Luizę i udał się z nią do Berlina, gdzie otrzymał skromne stanowisko przy nadkomisarzu wojennym. Marzył jednak o Wiedniu, czego świadectwem jest list do Veita: „Nie wiem, na czym polega ten czar, ale nigdy nie pozbędę się tęsknoty za Wiedniem i ciągle jeszcze nie umiem się tu w Berlinie znaleźć... Tu wszystko jest mi obce i takim pozostanie: religia, usposobienie polityczne, a nawet ogólna gotowość, aby wyrokować o sztuce i nauce, przeraża mnie i bardziej drażni, niż cieszy, bo wydaje mi się, że mało jest w tym miłości.” Chciał skorzystać z pośrednictwa Schlegla, aby uzyskać jakieś stanowisko w Wiedniu, jednak bezskutecznie.

Po wznowieniu kampanii wojennej, zakończonej wkroczeniem z armią Blüchera do Paryża, znów był w służbie czynnej. W pierwszej połowie 1816 roku przebywał z rodziną, która powiększyła się tymczasem o syna Hermanna, w Pogrzebieniu. Złożył państwowy egzamin prawniczy i został referendarzem rządowym we Wrocławiu. Tymczasem po śmierci ojca w 1818 roku zadłużone dobra śląskie trzeba było sprzedać, a rodzinne Łubowice podzieliły niebawem ten sam los, kiedy w 1822 roku zmarła matka. Odtąd czas młodości stał się już tylko nostalgicznym wspomnieniem utraconego raju. Los rzucił też go w zupełnie obce mu strony. W 1820 roku berliński minister kultury powierzył mu zarząd sprawami kościoła i szkolnictwa katolickiego w prowincji Prusy Zachodnie, i w styczniu 1821 pisarz przeniósł się z rodziną do Gdańska, gdzie zamieszkał przy ul. Długiej 78 (potem przy Długim Targu 11). W zajęcia służbowe wprowadzony został w Kwidzynie i otrzymał nominację na stanowisko radcy rządowego w Gdańsku. Spotkania służbowe z dostojnikami kościelnymi odbywał m.in. w klasztorze oliwskim.

„Gość niezdarzony”

Długo mnie przez świat pędziły
Jakieś błędne, złudne tony,
I gdziekolwiek się zjawiłem,
Byłem gościem niezdarzonym.

Można się domyślać, że praca nad nowelą Z życia nicponia, rozpoczęta we Wrocławiu i kontynuowana w Gdańsku, miała znaczenie terapeutyczne. Bohaterem i zarazem narratorem uczynił pisarz wiejskiego chłopca, syna młynarza, który wyrusza w nieznany świat mając jako jedyny kapitał umiejętność gry na skrzypcach i przepięknego śpiewu. Lekceważony przez otoczenie, ironicznie nazwany w tytule nicponiem, doświadcza w różnych środowiskach niezwykłych przygód, aby przebić się w końcu dzięki swojej naiwnej prostocie i zdolności autentycznego przeżywania świata ku darowanemu przez los szczęściu w majątku pod Wiedniem. Nowela wykorzystuje różne konwencje gatunkowe, często parodystycznie nawiązując do romansu przygodowego, rycerskiego i zbójeckiego, powieści grozy i niespodzianek (liczne nieporozumienia z perspektywy bohatera, przebieranki i zawikłania akcji, które dopiero w zakończeniu znajdują rozwiązanie), ale przede wszystkim jest wyrazem wrażliwości pisarza, zgodnie z definicją F. Schlegla, który określał powieść jako „bardziej lub mniej zamaskowane wyznanie wiary autora, wynik jego doświadczeń, kwintesencję jego właściwości”. Pełna liryzmu, humoru i dobrotliwej ironii, nowela nie bez zacięcia satyrycznego przedstawia życie w feudalnych zamkach i pałacach, obyczaje ludowe, trudy i niezwykłości podróży, mizerię artystów na tle wyimaginowanego Rzymu, humor studenckich wagabundów, mieszając realizm obserwacji z baśniową poetyzacją.

Eichendorff był jak najdalszy od idealizacji zmierzchającego świata, pozwalał sobie nawet na uszczypliwość zarówno wobec pustych już form życia i egoizmu stanowego arystokracji, jak wobec powierzchownego i snobistycznego przejmowania nowinek romantycznych, ale widział też możliwość odświeżenia dawnych cnót, prostoty obyczajów i spontanicznej wrażliwości, które w większym stopniu przetrwały wśród ludzi nisko urodzonych niż wśród puszących się swoim dostatkiem i pozycją. Był to zapewne rezultat obcowania z ludem w rodzinnym środowisku, utwierdzony romantyczną wrażliwością na wartości kultury ludowej i przesłonięte mgiełką dawności piękno, a końcowy awans bohatera, któremu zgodnie z konwencją baśni przypadł w udziale wraz z ukochaną dziewczyną zameczek nad Dunajem, oznaczał, że wysublimowana przez sztukę szczerość uczuć może się harmonijnie godzić z urokami czasów rycerskich. Spełnienie marzeń dane jest chłopcu, który nie umie planować swojego życia i zdaje się na los przygody, pozostając wierny artystycznemu powołaniu i głosowi miłości. Wszystko to zaś w zgodzie z naturą, której głębokie odczucie wyraża się w licznych opisowych inkrustacjach. Ukończona w letniej siedzibie pisarza, Srebrzysku koło Wrzeszcza, wydana w 1826 roku, nowela ta uznana została za arcydzieło romantycznej prozy.

W Gdańsku Eichendorff, reprezentujący interesy kościoła katolickiego, zyskał uznanie nadprezydenta Teodora von Schön, protestanta, i zaprzyjaźnił się z nim; obaj działali przy restauracji zrujnowanego zamku malborskiego, a wraz z połączeniem prowincji Prus Wschodnich i Zachodnich w 1824 roku przenieśli się do nowej siedziby rządowej w Królewcu. Z gdańskim towarzystwem „Liedertafel” rozstawał się poeta wierszem Na pożegnanie. Rok wcześniej ukazała się baśń dramatyczna Krieg den Philistern (Wojna filistrom), będąca wyrazem rozczarowania pisarza do płaskości życia – wbrew żywionym uprzednio nadziejom – i satyrą na powszechną trywializację ideałów; ten nurt satyryczny odezwał się również w poezji. Na urlop letni w 1828 r. pisarz wyjechał do Pogrzebienia, skąd odbył wyprawę do Cieplic i zwiedził Góry Olbrzymie.

W Królewcu powstała tragedia Der letzte Held von Marienburg (Ostatni bohater Malborka), wydana 1830 i wystawiona 1831 w tamtejszym teatrze – dramat bardziej książkowy niż sceniczny. Bohaterem jest Heinrich von Plauen, wielki mistrz zakonu, który aby ocalić Malbork przed hufcami Jagiełły, pragnie wskrzesić ducha waleczności i ofiarności, nie bez oporu ze strony rycerzy pogrążonych w gnuśności i egoizmie. Obalony zdradzieckim podstępem, przebywa samotnie na zamku Lochstädt i wszyscy są przekonani, że tam umarł, ale w krytycznym dla losów bitwy momencie ukazuje się w pełnej zbroi na blankach muru. Wśród wkraczających wojsk polskich znajduje się książęca córka Rominta w stroju rycerskim. Komtur Georg von Wirsberg, przebrany w polski płaszcz, usiłuje ją posiąść; Rominta składa mu obietnicę pod warunkiem, że otrzyma wiadomość o śmierci Plauena. Kiedy jednak ujrzała wspaniałego męża podczas bitwy, olśniona jego widokiem nie zdobywa się na strzał z kuszy. W stanie wewnętrznego rozdarcia udaje się do Plauena i – nierozpoznana – ostrzega go przed Wirsbergiem. Potem z opuszczoną przyłbicą wdaje się z nim w pojedynek w obronie Plauena, a padając gubi hełm i odsłania swoje oblicze. Eichendorff wykorzystał tu motyw miłości silniejszej niż różnice polityczne czy religijne, znany z tragedii Schillera o Dziewicy Orleańskiej i dramatu Zachariasza Wernera o Marcinie Lutrze. Szlachetny Plauen miał stać się wzorem dla potomnych, wcieleniem cnót rycerskich, które są bliskie także dumnej polskiej księżniczce. Znamienne jednak, że wartości te ponoszą klęskę, stłumione przez małość i przyziemność. Tak widział Eichendorff współczesne Niemcy, tragedia miała więc też swój wymiar alegoryczny.

Pisarz nie czuł się dobrze w służbie pruskiej, zwłaszcza wobec nieprzyjaznej kościołowi katolickiemu polityki nadprezydenta, i czynił starania, aby znaleźć posadę w Bawarii. Stało się inaczej, uzyskał w 1831 roku urlop, przedłużony potem na czas nieograniczony, i pracował dorywczo w Berlinie w różnych ministerstwach. Urzędnicza praca przysparzała mu wielu zgryzot, ale był to też okres intensywnej pracy twórczej, kontaktów intelektualnych i artystycznych, głównie z filozofem prawa Friedrichem von Savigny, Adelbertem von Chamisso, Feliksem Mendelssohnem. Powstają opowiadania Viel Lärmen um nichts (Wiele hałasu o nic), Dichter und ihre Gesellen (Poeci i ich towarzysze) i Das Schloß Dürande. W 1837 roku ukazuje się pierwsze samodzielne wydanie poezji, które choć potem uzupełniane, ustaliło podstawowy kanon ogłoszonych przez poetę wierszy. Czterotomowe wydanie dzieł w 1841 roku utwierdziło pozycję Eichendorffa jako pisarza. Był też czynny na innych polach: powierzono mu udział w pracach nad ukończeniem katedry w Kolonii. W urzędzie mnożyły się jednak konflikty, wystąpił więc w 1844 roku o emeryturę, która wystarczała na skromne utrzymanie. Rok wcześniej na polecenie króla Fryderyka Wilhelma IV opisał dzieje restauracji zamku malborskiego; zbierając materiały, przebywał w Gdańsku i przez pewien czas jeszcze tam pozostał. Na Morawach widział się ostatni raz z bratem, odwiedził przyjaciół w Wiedniu, gdzie poznał Franza Grillparzera, Adalberta Stiftera, Roberta Schumanna, kompozytora Josepha Dessauera, i spotkał się z uroczystym przyjęciem jako uznany już pisarz; potem znów mieszkał w Berlinie.

Poświęcił się w tym czasie pracom literackim: przekładał literaturę hiszpańską (m. in. Calderona), pisał wierszowane poematy i obszerne rozprawy historycznoliterackie w duchu religijno-moralnym, dając w nich też portrety pisarzy romantycznych, którzy byli mu bliscy. Po zamieszkach rewolucyjnych 1848 roku schronił się w Dreźnie, a gdy i tu wybuchło powstanie, w Köthen (koło Halle), po czym wrócił do Berlina. Przebywał wtedy częściej w Sedlnicach. W 1855 roku przeniósł się do Nysy, gdzie w domu córki Teresy von Besserer zmarła jego żona. Pisarz zaprzyjaźnił się z biskupem wrocławskim Heinrichem Försterem i chętnie przebywał w jego letniej rezydencji na zamku Johannesberg. Zmarł na zapalenie płuc 26 listopada 1857 w Nysie, pogrzeb odbył się na miejscowym cmentarzu Jerozolimskim.2

Poezja Eichendorffa odznacza się tak wielką prostotą, że zdaje się nie wymagać komentarza. Jest to jednak prostota nieco zwodnicza, ponieważ wybrane świadomie przez pisarza artystyczne środki wyrazu ukryte są głębiej i nie narzucają się czytelnikowi wprost. Na zewnątrz miała to być poezja jak najbardziej naturalna w takim znaczeniu, w jakim odnosi się to do łatwo wpadającej w ucho i swobodnie śpiewanej pieśni: bez nadmiaru odkrywczych i kunsztownych metafor i z tą szczególną dyspozycją, która polega na wydobywaniu poetyckości ze zjawisk i sposobów mówienia pozornie zupełnie zwyczajnych i narażonych wręcz na banalność. A jednak Eichendorff zawsze potrafi nadać im taką świeżość uczucia, autentyczność i czułość, że czytelnik łatwo ulega magicznej sugestii tych strof. Jest to muzyczność absolutna, bez jednego fałszywego tonu, a ujawnia się ona w różnych uprawianych przez Eichendorffa gatunkach lirycznych, nawiązujących do pieśni ludowej i szlacheckiej, wędrownej i żeglarskiej, krajobrazowej, ojczyźnianej i miłosnej, do hejnału i pieśni myśliwskiej, do żartobliwej piosenki studenckiej i burszowskiej, do serenady, elegii, hymnu i epickiej ballady. Odczuwali to wybitni kompozytorzy (Robert Schumann, Feliks Mendelssohn, , Johannes Brahms, Hugo Wolf, Richard Strauss i długi szereg innych), którzy przyoblekali te pieśni w formę muzyczną.

Dominującą tonacją poezji Eichendorffa jest marzycielska nostalgia, tęsknota do zagrożonych przez przyziemność egzystencji wartości czystych i szlachetnych, podziw dla zmiennej i ciągle tej samej natury, której postrzeganie wiąże człowieka z siłami kosmosu, odnawianie się sił żywotnych i olśnienie chwilą, utwierdzanie się w nadziei pomimo wszystko i zachęta wobec innych, aby wyrwali się z gnuśności. Często jednak dochodzi też do głosu rozdarcie wewnętrzne, świadomość zmierzchu i pustki, przemijania i obecności w naturze sił budzących niepokój, lęk i grozę. Znaki natury nie są czytelne od razu, domagają się klucza, czarodziejskiej różdżki, która otwiera do nich dostęp. Zawiera się w tych znakach zarówno sens pradawnych legend, jak obietnica przyszłości, będąca ostrzeżeniem przed kultem przeżytych form. Jest to więc skala bardzo szeroka i daleka od jednoznaczności, a życie zgodne z naturą staje się nie tylko naśladowaniem naturalności śpiewu słowika czy skowronka, ale aktem po ludzku heroicznym, który trzeba z trudem wypracować. Nawet gdy, wydawałoby się, nic nie zdradza tego wysiłku na powierzchni, wrażliwe ucho zawsze, także w chwilach lirycznego uniesienia, usłyszy głos: „pomimo wszystko”. Pogodna religijność Eichendorffa była pomocna w neutralizacji narastającego lęku, służyła obronie przed nieobliczalnymi porywami namiętności, które łatwo mogą prowadzić do rozpaczy, nihilizmu i rezygnacji.

Od tłumacza wymaga ta poezja przede wszystkim zachowania w możliwie nienaruszonym stanie dykcji poetyckiej, naturalnego sposobu mówienia i melodyjnej rytmiczności, zróżnicowanej przez grę znaczenia i brzmienia nawet wtedy, gdy przybiera regularny kostium sylabotoniczny, a tym bardziej przy pieśniowych wariacjach rytmu. Wydaje się to ważniejsze niż występujące w oryginale dokładne rymy (choć Eichendorff próbował też asonansów), ponieważ ich zastosowanie w polszczyźnie musiałoby w istotny sposób naruszyć albo zasób motywów, albo tok mowy poetyckiej, grożąc sztucznością, która byłaby dla tej poezji zabójcza. Jakie rymy przybliżone (współczesny odbiór poezji znosi je na ogół doskonale) brzmią wdzięcznie dla ucha, a jakie wnoszą dysonans, tłumacz musi każdorazowo sam rozstrzygnąć.

Poza germanistami i czytelnikami literatury niemieckiej w oryginale poezja Eichendorffa była przez długi czas słabo znana w Polsce. Nie zmieniają tego sądu okazjonalne przekłady (Miriama, S. Napierskiego, K. Iłłakowiczówny, R. Krynickiego, B. Lubosza), które wraz z własnymi pomieścił J. Koprowski w książeczce Józef Eichendorff – ostatni rycerz romantyzmu (1995). Z czasem pojawiały się nowe: ogłaszali swoje spolszczenia ks. J. Szymik, R. Schumann, M, Korzeniewicz, M. Klubowicz i inni, są też tłumaczenia kaszubskie.  Począwszy od wydania z 1924 roku można było czytać po polsku nowelę Z życia nicponia, a od niedawna przybywają przekłady innych utworów prozatorskich. Zbiór Wiosna i miłość jest najpełniejszą prezentacją poezji Eichendorffa w języku polskim – obecnie powiększoną o kilka nowych wierszy: Nocna warta Tyrolczyków; Pożegnanie (O, życie, oszczędź mi...); Nocne pozdrowienie; Boże błogosławieństwo; Stawiają nas na progu...; Smutek jesienny; Krótka jazda.

Rezonans 100-lecia śmierci pisarza w 1957 roku był nikły, ale notatki w śląskich „Przemianach” i w „Przewodniku Katolickim”, upominające się o opiekę nad jego grobem w Nysie, świadczyły o rosnącym zainteresowaniu. Wyraźniej ujawnił je artykuł Ireny Sławińskiej w „Przemianach” (1957, nr 31), która odbyła wędrówkę śladami Eichendorffa na Śląsku. Odtąd postrzegano poetę na przemian w kontekście niemieckiego romantyzmu (studium M. Urbanowicza 1960, wyd. książkowe pt. Z dziejów literatury niemieckiej na Śląsku w pierwszej połowie XIX wieku, 1964) bądź w aspekcie politycznym, w związku z wykorzystywaniem postaci i twórczości pisarza do podsycania narodowościowych antagonizmów na Śląsku (pisał o tym m.in. W. Szewczyk). Spory o stosunek Eichendorffa do śląskiej ojczyzny też przybierały czasem małostkowy charakter, czy to przez regionalistyczne wyolbrzymienie, czy przez przywiązywanie zbyt dużej wagi do późnych wyznań poety w rodzaju: „Górny Śląsk stał mi się bardziej obcy niż jakakolwiek inna prowincja” (z listu do Theodora von Schön, 1856), bo można je wytłumaczyć bolesnością wspomnień i ruiną młodzieńczych ideałów. Dalsze studia – E. M. Szaroty, J. Goczoła, N. Kracherowej – przywracały stopniowo właściwe, wolne od uprzedzeń akcenty, a świadectwem ciągłości tego procesu stała się książka Joseph von Eichendorff3. Takich zbiorowych publikacji jest więcej. Liczne są przejawy kultu poety w Polsce, jak pomniki, miejsca pamięci, nazewnictwo, imprezy artystyczne itp. W 1999 roku powstało w Łubowicach Górnośląskie Centrum Kultury i Spotkań im. Eichendorffa. W 150. rocznicę śmierci pisarza odbyła się w Łubowicach staraniem Instytutu Filologii Germańskiej Uniwersytetu Śląskiego międzynarodowa konferencja „Eichendorff neu lesen / Eichendorff czytany dzisiaj” Rocznicę tę uroczyście obchodzono też w Nysie.

Nienazwany Śląsk

Gdy stałeś tak samotny na brzegu urwiska,
Na dole ptaki przedziwnie śpiewały
I rogi w dali gdzieś obłędnie brzmiały,
Jak gdyby tam płakała za tobą ojczyzna.

W powieści Poeta i jego towarzysze pisarz włożył w usta jednego z bohaterów wyznanie: „Cudowna pieśń kryje się w szumie drzew naszych ojczystych gór. Gdziekolwiek jesteś, dopada cię wciąż od nowa, czy to przez otwarte okna, czy we śnie. Żadnego jeszcze poety nie opuściła jego ojczyzna”4. Keinen Dichter noch ließ seine Heimat los... – w tej formule to nie poeta pozostaje wierny ojczyźnie, lecz ona nie porzuca swojego syna. Nieustannie go wzywa, jest losem, któremu musi się poddać, aby ocalić własną tożsamość i nadać istnieniu sens. Tak też ujął to Teodor Adorno: Eichendorff nie jest poetą ojczyzny, lecz tęsknoty za ojczyzną. A tęskni się za czymś, czego głos się słyszy.

Eichendorffa zawsze pociągała wędrówka, odkrywanie nieznanych miejsc i krain, także w najbliższym otoczeniu, w zasięgu krajoznawczej wycieczki. Ten powszechny obyczaj studenckiej młodzieży został podniesiony niemal do rangi obrzędu. Najbardziej pod tym względem wymowny jest sonet Młodzieńcza tęsknota, pochodzący z 1808 roku, a więc z czasu rozstania się z Heidelbergiem, podróży do Paryża i Wiednia i powrotu do Łubowic. Nosił pierwotnie tytuł Nad Odrą5. Nie jedyny to przypadek, kiedy obecne początkowo w tytule lub w podtytule śląskie toponimy (sporo ich zachowało się w berlińskim zbiorze rękopisów) zostały na użytek wydania książkowego usunięte. Eichendorff pozostawał natomiast wierny ojczystym realiom. W wymienionym wierszu młody chłopiec patrzy na płynące rzeką statki (łatwo wyobrazić sobie ten widok w prześwicie drzew łubowickiego parku), buduje własny stateczek (w czym pomagał mu zapewne majsterkowicz wikary Paweł Ciupke), spogląda na dalekie góry i luzuje linę, aby samotnie żeglować do nieznanego celu. Ileż takich wezwań do wędrówki, kiedy nastaje wiosna i niebo różowi się świtem, zawiera poezja Eichendorffa! Świat nie jest gotowy, spoza powierzchni prześwitują głębokie znaczenia, nieczytelny szum staje się pieśnią. Dlatego nazywano obrazy tej poezji emblematami, choć właściwiej byłoby określić je mianem archetypowych. Jest to doznanie o charakterze mistycznym nawet wtedy, kiedy motywy religijne nie są bezpośrednio obecne. Liczne w dorobku Eichendorffa wiersze modlitewne, skupione w dziale Wiersze duchowne, również to poświadczają, ponieważ nie wszystkie są religijne w bliższym znaczeniu słowa. Podobnie dopatrywano się w tej poezji łączności między miłością ziemską i duchową: obie mają wymiar sakralny, w radosnym uniesieniu i w odczuciu niedostępności.

W liście z czerwca 1809 do przyjaciela, Ottona von Loeben, poeta pisał: „Chcę wyznać, że moim pierwszym utworom nie brak tej pięknej niewinności, duszy wszelkiej poezji. Ta słodka pieśń maryjna to nie była tendencja, to był kwiat, który wystrzelił ku niebu z miłości, wiosny, wspomnienia i nadziei, krótko mówiąc, ze wszystkiego, co było mi drogie na ziemi. Ale ta moja pierwsza miłość i ta żywa religia życia została wkrótce zakłócona, ponieważ zwiedziony na manowce przez panującą ideę religii, jąłem świadomie dążyć do ubóstwa wyrzeczeń. Nie ważyłem się już tego, co odczuwałem, co kochałem i o czym myślałem, oddawać bezpośrednio, w wewnętrznej istocie, lecz starałem się, zdradzając pierwotną wolność, czynić moje nieskrępowane podniety nośnikami określonych idei i tak długo posługiwać się uogólnieniami, aż dla mnie samego i dla innych stały się one nieczytelne, a cała moja istota, raz oderwana od prawdziwego życia, bez jakiejkolwiek treści i ironizując siebie samą, rozproszyła się na cztery wiatry”6. Miał zapewne na myśli wcześnie opublikowane sonety Wspomnienie wiosny i Do Maryi, które stały się potem trzecią i czwartą częścią cyklu Wspomnienie młodości. W wyznaniu poczynionym Loebenowi widoczne jest zniecierpliwienie idealizującą abstrakcją, chęć odświeżenia również religijnych doznań przez odczytywanie tajemnych znaków natury, a nie tylko pisma i tradycji. Taki też charakter miało określanie sensu życia zależnie od wieku, często w tej poezji obecne: dzieciństwo formuje wyobraźnię baśniową i buduje obraz nieskalanej świętości, młodość wzywa do ekspansji na świat, zaszczepia porywy miłosne i każe ubóstwiać kochaną osobę, dojrzałości towarzyszy klęska utraty, restytucja ojczyzny duchowej na mocy wspomnienia i projekcji, starość uwyraźnia perspektywę eschatologiczną, łączy ból ostatecznego rozstania z nadzieją na znalezienie domu i wiecznej wiosny po drugiej stronie istnienia7. Tę ostatnią fazę zapisuje wiersz Starość:

Jakże łagodną starość się zdawała:
Poczekaj chwilę, zniknie śnieg na dachach,
I przez noc jedną odmieni się aura.

Do okna stuka posłaniec radosny,
Wychodzisz na dwór – lecz już nie powracasz,
Bo przyszła wiosna, która się nie kończy.

Oddalenie się od ojczyzny może wynikać z potrzeby (bądź wręcz wewnętrznego nakazu) wędrowania, i wtedy – nie zamykając drogi powrotu do odmienionego wprawdzie, ale tego samego domu – jest wbudowane w ludzką egzystencję jako czynnik ją wzbogacający; inaczej się jednak dzieje, kiedy ojczyznę zabiera bezpowrotnie jakiś zewnętrzny kataklizm. Poczucie zagrożenia pojawiło się u Eichendorffa już jako pięcioletniego chłopca: w notatkach do zamierzonego poematu Bilderbuch aus meiner Jugend zamieścił scenę, jak to przybywa konno od Raciborza oficer z wiadomością o straceniu Ludwika XVI: „Ja zaś patrzyłem na Karpaty [tak nazywano Beskidy] jakby w przeczuciu nowych czasów”8. Od wybuchu rewolucji francuskiej, co poświadcza również praca Eichendorffa o życiu szlachty w końcu XVIII wieku, narastała u wrażliwych jednostek świadomość, że na miejsce szlachectwa urodzenia musi wstąpić szlachectwo ducha. Wojny napoleońskie, choć raniły niemieckie uczucia patriotyczne, świadomość tę utwierdzały. Po utracie rodzinnego majątku Eichendorff na próżno starał się o posadę na obszarze mu bliskim, tzn. dawnego habsburskiego Śląska albo – najchętniej – w Wiedniu; jak podaje Ryszard Kincel, kandydował też na stanowisko starosty pszczyńskiego, i można tylko snuć przypuszczenia, jak wyglądałaby jego dalsza twórczość, gdyby pozostał w otoczeniu śląskim9. Nie miał jednak wyboru, został urzędnikiem pruskim i utrata bliższej ojczyzny, do której już nigdy nie wrócił, była odtąd trwałą zadrą w jego sercu. Podobnie jak dla polskich romantyków, ziemia ojczysta stała dla niego ziemią utraconą.

Cykl Wspomnienie młodości datowany jest na lata 1808–1810, wyszedł więc spod pióra dwudziestolatka. Skupia charakterystyczne także dla późniejszej twórczości motywy, choć powstał w czasie, kiedy majątek rodzinny nie był jeszcze poważnie zagrożony. Już wtedy zachwyt łączył się ze smutkiem utraty i niespełnienia, z melancholią i nostalgią. Świat jest tak niewymownie piękny, a nietrwałość uniesienia tak bolesna, że każde przeżycie staje się dramatem przemijania. Mowa jest o starych ranach, rozerwanych i krwawiących na nowo, o refleksie pierwszej gwałtownej miłości. Wraz z pamięciowym nawrotem czasów dzieciństwa pojawia się spoza zwiewnego welonu postać Dziewicy, a sonet Do Maryi jeszcze wyraźniej formułuje te sprzeczne, zakorzenione w tradycji śląskiego mistycznego baroku doznania: radość objawienia, słodką wzajemność boskości i człowieczeństwa, a zarazem świadomość, że najwyższe piękno może być zaledwie przeczuciem innego, doskonalszego bytu.

Następny sonet wyraża miłość wzorcowo romantyczną z rysem sentymentalnym: skowronki wzywają do wędrówki, słowiki zanoszą się śpiewem w zaroślach, rodzą się myśli o śmierci kochanków wśród tych słodkich tonów i nie spełni się pragnienie, aby dziewczyna uplotła wieńce z kwiatów... Kolejny umieszcza wybrankę za górami i lasami, ale świta nadzieja, że „perły łez” zwiąże ona w sznur, który połączy czekającą na wyrok niebios parę. Nie ma wiersza, który by celniej wyrażał tę rozterkę niż sonet następny, jakby korespondujący z malarstwem Caspara Davida Friedricha (obraz Wędrowiec nad morzem mgły jest o dziesięć lat późniejszy): młodzieniec staje na urwisku skalnym, z dołu dochodzi śpiew ptaków, w dali rozbrzmiewają rogi, jak płacz ojczyzny po stracie syna (odtąd już róg myśliwski zawsze będzie się w poezji Eichendorffa odzywał wołaniem ku utraconej krainie, jakby echem „cudownego rogu chłopca”). W dali rysują się granatowe góry, ze szczytów rozciąga się łuk przymierza, most ku nieznanym krainom, obracają się gwiazdy, z dołu dobiega szum wzburzonego potoku, i sonet kończy się pytaniem: dlaczego jeszcze zwlekasz? Pozostaje bezpiecznie przejść po tym łuku10 albo rzucić się w przepaść. Zawieszenie odpowiedzi jest chwytem często stosowanym przez Eichendorffa w jego drugoosobowej liryce.

Omawiany wiersz jest czymś więcej niż przykładną realizacją romantycznego sonetu, który wpisuje się do sztambucha (o pożółkłych dziś kartkach), brzmi w nim uwydatnione hiperbolą autentyczne rozdarcie. W kolejnym sonecie gasną światła, ustaje nagle taniec i przepaść zawłaszcza zdumionego biesiadnika („jesteś już mój”), ciągnie w dół, zamienia mu serce w krystaliczny kamień, zastyga też fala smutku, ale nawet ten unieruchomiony posąg nie przestaje marzyć, żeby gorące spojrzenie zamieniło tę zmrożoną falę w potok łez. Motyw przerwanego tańca powrócił w wierszu Wybór: zamiast tancerzy krążą gwiazdy, do tańca śpiewa las, w martwej pustce trwa oczekiwanie na świt, ale zanim to nastąpi, szemrze strumień, krzyczą słowiki, i wyrywa się z serca okrzyk: „Ja zostać chcę przy tobie! / Chcę twoim być kochankiem!”. I wreszcie sonet końcowy staje się wysłuchaną modlitwą: podczas pisania, które ma oddalić lęk, niemoc i ból, aniołowie kruszą więzy i pojawia się światło uciszające skargę.

Znamienne, że motyw umartwienia, jako koniecznego warunku zmartwychwstania w przemienionej postaci, pojawia się u Eichendorffa tak wcześnie, i równolegle ze szczęśliwymi zaręczynami, których echo pobrzmiewa w wierszu Noc wiosenna, późniejszej części Liederkreis Schumanna, z najradośniejszym, dobitnie brzmiącym, podszepniętym zgodnie przez księżyc, gwiazdy, gaj i słowiki pieśniowym finałem: „Sie ist Deine, sie ist dein!”. Ale miłość pozostaje nieuchwytna, tak jak ojczyzna, olśnienie tylko na chwilę objawia się „złotym ściegiem”, aby zaraz zniknąć. W dwa lata po Nocy wiosennej ukazał się drukiem wiersz Trudny wybór: wybranka ma zamek, park i jezioro, zbliża się czas godów, powóz pędzi przez las, ale po skałach przemyka wróżka, czesze złote włosy i śle spieszącemu kawalerowi gorące spojrzenie11. Metaforyczną figurą umykania celu jest wiersz Olbrzymi: siłacze szturmują zamek, z którego rozlega się śpiew dziewczyny, i kiedy po wielu trudach wdzierają się na szczyt, zamek znika, a łudząca tęcza wykwita w innym miejscu. Ucieleśnia się tu archetyp nieosiągalności, utrwalony w tradycji motywem poszukiwań świętego Grala (który wyjątkowo pozwala się odnaleźć wybrańcowi spośród wybrańców), a powracający w Leśmianowskiej Dziewczynie: „Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony...” Podobnie wymykają się cele życia w wierszu Dwaj towarzysze: jeden założył rodzinę, uprawiał rolę i kołysał dzieciątko, drugi stracił łódź, zwabiony śpiewem syren, i poeta jednakowo płacze nad losem wieśniaka i rozbitka. Przystań ziemska pozostaje nienazwana:

Bo jeśli zagubiłeś parol, zew bojowy,
Biada! gdzie będzie teraz twoja przystań?

Jednym z najwcześniejszych wierszy Eichendorffa, który można związać z konkretnym śląskim pejzażem, jest Poranek, który powstał pod wrażeniem widoku ze Ślęży. W swoim dzienniczku 16-letni gimnazjalista zanotował pod datą 21 i 22 maja 1804 przebieg wycieczki do Sobótki, skąd nocą przyszło wyruszyć na wspinaczkę, aby o wpół do czwartej znaleźć się na szczycie i obserwować wschód słońca12. Wiersz opisuje wyłaniający się z mgieł porannych świat, pola, wsie i miasto (łatwo domyślić się w nim Świdnicy) i kulminuje w zachwycie pierwotnym światłem dnia, które ma unieść obserwatora do niebieskiej ojczyzny: jeszcze jedno potwierdzenie mistycznego charakteru tego pojęcia. Wtedy też zaczął się rysować wspomniany już topos „bycia wołanym”. Najwyraźniej słychać te głosy w nieopublikowanym za życia poety, dedykowanym bratu wierszu Ojczyzna, z incipitem: „Pamiętasz jeszcze zamek na cichej wyżynie?...”: woła róg, szumi las i w szumie tym jest „nienazwany ból”, przechadzająca się po ogrodzie dziewczyna budzi czarodziejskie dźwięki, śpiewają kwiaty i drzewa, szemrzą strumienie, a ten tajemniczy śpiew dopada braci w każdej chwili13. Motywowi tęsknoty towarzyszy często pragnienie posiadania skrzydeł, na wzór znanej śląskiej pieśni ludowej, ale zapewne też nie bez wpływu wiersza z Cudownego rogu chłopca: „Gdybym był ptaszkiem....”. Innym, rozsławionym dzięki muzyce Mendelssohna, wierszem ojczyźnianym jest Pożegnanie, z archetypową i brzmiącą jak muzyka frazą: „O Täler weit, o Höhen, / O schöner, grüner Wald”, po śmierci poety drukowane z komentarzem: „Pieśń powstała w zajęczym ogrodzie zamkowego parku, ulubionym miejscu Eichendorffa, przed odjazdem do Wiednia, dokąd poeta udał się wraz z bratem w październiku 1810”. Wczesna wersja tego wiersza nosiła tytuł Hasengarten, od nazwy części łubowickiego parku, przechodzącego na stoku wzgórza w pejzaż naturalny; wyjątkowe znaczenie wersji ostatecznej polega na tym, że w las wpisane jest tu słowo porównywalne rangą ze słowem świętej księgi, a rolą poety jest jego właściwe odczytanie. Od zwykłych śmiertelników różni się poeta tym, że umie słuchać.

Tak można by tropić liczne motywy, które mają odniesienia realne, nawet gdy zostały one zatarte albo były przeznaczone do rozpoznania jedynie w najbliższym kręgu. Antynomię strzyżonej i wolnej natury w wierszu Książę Rokoko nasunął zapewne kontrast między żywopłotową aleją, prowadzącą od łubowickiego pałacu do ogrodu, a swobodnie rosnącymi drzewami; Jarmark to imaginacyjny powrót do Raciborza (bo właśnie tam jeździło się na jarmarki), w którym nikt już poety nie zna, gdzieś w tłumie miga dawna kochanka i tylko wiatr gwiżdże po uliczkach. Gdyby wziąć na serio wyznanie poety o zamku w Toszku z Księgi obrazów z mojej młodości: „To jest zamek, o którym często śpiewałem, gdzie elfy tańczą na leśnej polanie i sarny się pasą w świetle księżyca”14 – wypadałoby właśnie tu lokalizować elfy, które zapraszają na bal w wierszu o takimż tytule, podobnie jak inne dziwy księżycowych nocy. Ale podczas gdy występują w poezji Eichendorffa związane z jego biografią Halle, Saala, Gibichenstein, Ren i Gdańsk, a w lirykach włoskich także Rzym, Tyber i Wezuwiusz – próżno w niej szukać, jak już była o tym mowa, nazw miejscowych ziemi śląskiej, która stawała się stopniowo miejscem ruin, rodzinnych grobów, innych drzew i obcych ludzi. Wiersze poświęcone temu doznaniu zawierają charakterystyczne sprzeczności, jak Daremny gniew: poeta wyobraża sobie, że stoi przed zmurszałym domem dzieciństwa i grobami bliskich, gniewają go panoszące się w tym smętnym pejzażu młode pędy, ale nadchodzi wiosenny poranek i świat jaśnieje od nowa. W cyklu Pogłosy wyśniony dom, z padającymi płatkami kwiatów wśród wiosennej zieleni, po przebudzeniu zamienia się w obcą krainę, płatki są kryształkami lodu, okolica jest biała od śniegu, a włosy od starości. Właśnie to rozdarcie między miłością i goryczą, między tonacją epifaniczną i elegijną brzmi w cyklu pieśni Schumanna, otwartym pieśnią Na obczyźnie, w której od strony ojczyzny nadciągają chmury wśród czerwonych błyskawic, wszyscy bliscy umarli i wkrótce będzie szumiał już tylko las niebiański.

Spór toczył się jeszcze o to, czy młyn wodny ze słynnej romancy Pęknięty pierścionek, która powstała około 1810 roku, można umieścić w stronach rodzinnych pisarza, czy w okolicach Heidelbergu, a zaszczyt ten chciały pozyskać też młyny saskie, pomorskie, morawskie i inne śląskie, m. in. w Toszku. Romanca przedstawia rozpacz młodzieńca, któremu nie dochowała wierności piękna młynarzówna. Eichendorff był wtedy fortunnym narzeczonym i gdyby miało chodzić o jego własne przeżycia, to chyba z wcześniejszej młodości. A w okolicy Łubowic nie brakowało młynów wodnych; w samej Brzeźnicy były dwa: Marklowskiego przy drodze do Łubowic i Kiszki „Na Wygonie” (tak nazywano małą dolinkę). Nie można więc zlekceważyć zanotowanej przez biografa poety opowieści starego nauczyciela Józefa Onderki z Raciborza, wedle której Eichendorff podczas leśnych spacerów zatrzymywał się w młynie leżącym w dolince Na Wygonie u młynarza Kubitty i chętnie się odświeżał szklanką mleka z rąk jego powabnej córki15. Dzisiejsze istnienie tego młyna, nad strugą płynącą z Czerwięcic do Odry, zostało potwierdzone16. Spotkania te musiały zostawić trwały ślad w pamięci pisarza, skoro w jego wczesnej powieści Przeczucie i teraźniejszość (1815) znajdują się aż dwie sceny ze zjawiskową dziewczyną w młynie wodnym: w pierwszej mieszkankę ogarnia tajemny dreszcz na widok przybysza, w drugiej młyn jest opuszczony i koło już się nie obraca, a wśród dębów pojawia się dziewczyna z jakby znajomą twarzą, śpiewa Pęknięty pierścionek i znika w lesie. W roku publikacji wiersza (1813) jego autor, nadal trwając w stanie narzeczeńskim, nie mógł być podejrzewany o jakąś nową werteriadę (bohater romancy nie chciał już dłużej żyć), ale jeden szczegół go zdradzał: dający się ciągle słyszeć szum młyńskiego koła. Tylko Eichendorffowi bez przerwy szumiały lasy i potoki, śpiewały słowiki i skowronki, grały myśliwskie rogi, dzwoniły dzwony, szeptała coś noc, i zawsze były to głosy ze Śląska.

                                                                                                 Andrzej Lam
2002–2015


[1] Wg: Ernst Kiehl, Neue Forschungen zur Herkunft der Vorfahren des Dichters Joseph Freiherrn von Eichendorff. Rocznik Łubowicki 2011, s. 10.

[2] Wykorzystane zostały m. in. następujące opracowania: R. Dietze, E-s Leben und Werk [w:] E-s Werke, 1. Band, Leipzig u. Wien 1891; H. Buddensieg, Vom unbekannten E. „Mickiewicz-Blätter” MCMLXI, z. XVII nn.; W. Rasch, Nachwort [w:] E., Werke in einem Band, München u. Wien 1982; J.v.E. Leben u. Werk in Texten u. Bildern, von W. Frühwald u. F. Heiduk, Frankfurt am Main 1988; H. Białek, Zur E.-Rezeption in Polen. Germanica Vratislaviensia XCII, Wrocław 1991.

[3] Plon konferencji zorganizowanej 1999 staraniem Uniwersyetu Opolskiego, Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach i Konwersatorium im. J. Eichendorffa w Opolu pod red. J. Pośpiecha.

[4] Przekład wg: H. A. Krüger, Der junge Eichendorff. Ein Beitrag zur Geschichte der Romantik, Oppeln 1898, s. 1.

[5] Tamże, s. 243. Por.: R. Kincel, J. v. E., wielki poeta spod Raciborza, Katowice 1991, s. 20–21.

[6] Przekład wg: Briefe von Freiherrn J. v. E., hrsg. von W. Kosch, Regensburg 1910, s. 4–5. Nie jest więc pewne, czy rację ma P. Stöcklein, przypisując zjednoczenie się doznań religijnych i świeckich dopiero wpływowi Görresa w Heidelbergu: „Początkowo oba przeżycia pierwotne, religijne i świeckie, były osobnymi światami” (J. v. E., mit Selbstzeugnissen und Bilddokumenten, Rowohlt 1988, s. 65).

[7] Podobnie ujmuje motyw wędrówki ks. M. Worbs: „To, że liryczne postaci Eichendorffa bardzo często, niemal zawsze są w drodze, bierze się z mocnego przeświadczenia, że człowiek na ziemi nigdzie nie jest u siebie, że wszędzie tutaj jest obcym, i że właściwie na ziemskim padole nie ma prawdziwego domu” („Und meine Seele spannte weit ihre Flügel aus”. Ein religiöses Porträt von J. v. E., Opole 1999, s. 118).

[8] W innym fragmencie scena z wiadomością o straceniu francuskiego króla umieszczona została w Toszku, z wyposażeniem wręcz symbolicznym: „Tu zapewne podczas uroczystej kolacji w wielkiej sali, gdzie dawne czasy (babka) ścierają się z nowoczesnymi zapatrywaniami, podczas gdy na dworze przeciąga burza, nadchodzi nagle wiadomość o straceniu Ludwika XVI. Tragiczne wrażenie w nocnej burzy. Przetaczają się grzmoty. W zamku zapada niesamowita cisza. Ale mnie przejęła trwoga, kiedy patrzyłem na świat przez łuki okien” (cyt. wg: Krüger, o. c., s. 141). Nawet jeżeli to jest stylizacja, a nie wspomnienie, ma ona zapewne podkład autentyczny.

[9] Kincel, o. c., s. 19.

[10] „Łuk mój położę na obłokach, i będzie znakiem przymierza między mną a między ziemią”. Rdz 9,13. Przekład ks. Wujka.

[11] „Złote włosy“ zdradzają aluzję do Pieśni o Lorelei Heinego; w niej po raz pierwszy się pojawiły.

[12] J. v. Eichendorff, Schlesische Tagebücher, hrgs. v. A. Riemen, Berlin 1988, s. 85–86. Ten sam motyw wystąpił w Pieśni porannej.

[13] Podobna fraza początkowa pojawiła się w wierszu Do mojego brata: „Pamiętasz jeszcze ogród...”

[14] Krüger, o. c., s. 141.

[15] Tamże, s. 79.

[16] Kincel, o. c., s. 30. Młyn przy ul. Leśnej udało się odrestaurować i uruchomić dzięki staraniom miejscowego działacza Leonarda Wochnika.