| A A A
polski
Akademia Humanistyczna
Kolekcja Niemieckiej Poezji Klasycznej

Biblioteka Główna im. Andrzeja Bartnickiego

Wydawnictwo Typografia Pułtusk

Bibliotheca Augustana
 
SŁOWO WSTĘPNE

Początek pracy nad Pieśnią o dzwonie przypada na rok 1797, nazwany „rokiem ballad”, ponieważ czołowi twórcy tego gatunku, Schiller i Goethe, najowocniej ze sobą wtedy rywalizowali, głównie na łamach redagowanego przez Schillera „Almanachu Muz”. Zanim przeniósł się do Weimaru w 1799 roku, Schiller mieszkał w Jenie i obaj poeci często się odwiedzali. W tym serdecznym związku rodził się „weimarski klasycyzm”.

Od słynnej przedrewolucyjnej ody Schillera Do Radości minęło ponad dziesięć lat; Pieśń o dzwonie powstała już po doświadczeniach rewolucyjnego terroru we Francji, i odbicie tego łatwo znaleźć w jej treści.

Utwór Schillera był dla Goethego doskonałym połączeniem elementu epickiego, lirycznego i dramatycznego, do czego gatunek balladowy najlepiej się nadawał. Przedstawiając bieg życia ludzkiego na kanwie pracy ludwisarskiej, i z włączeniem w akcję tych ważnych jego momentów, w których rozbrzmiewa głos dzwonu, Schiller skojarzył narrację balladową z moralizującym dyskursem poematu dydaktycznego. Głos mistrza czuwającego nad odlaniem dzwonu, od narządzenia formy po dźwignięcie go w przestwór, harmonijnie przechodzi w głos samego poety, aby uwydatnić w planie metaforycznym wspólnotę ich posłannictwa. Sądy o życiu i sztuce też nabierają spiżowej mocy, stają się sentencjami. Przykładowe losy indywidualne współistnieją tu, zwłaszcza w partiach końcowych, z szerszą panoramą społeczną i aluzjami aktualnymi, a spontaniczne działania z refleksją nad ich znaczeniem moralnym:

Ozdabia to prawego męża,
I stąd on szczyci się rozumem,
Że to odczuwa w głębi serca,
Co własną ręką stworzyć umie.

Metal, tworzywo dzwonu, jest wielorakim żywiołem – ziemnym jako ruda, ognistym i płynnym jako lawa i stop, lotnym, gdy dzwon jest dźwigany w górę, na najwyższe miejsca wzniesione przez człowieka: „Niech w niebieskich więc regionach ponad tym padołem niskim jak pioruna buja sąsiad...”. Występuje jako reprezentant sił, które mogą stawać się zarówno groźnym, niszczącym chaosem, jak ładem, wynikającym ze zrozumienia sensu świata i ze świadomej siebie twórczości. Nie inną myśl wypowiadała ballada Goethego Uczeń czarnoksiężnika – tam uczeń pod nieobecność mistrza nie mógł powstrzymać rozpętanego przez siebie żywiołu, ponieważ zapomniał zaklęcia, tu niebezpieczna i dramatyczna praca przebiega należycie, ponieważ mistrz cały czas czuwa nad jej przebiegiem, a wydawane przez niego polecenia brzmią jak zaklęcia.

Groźny żywioł wyzwala się natomiast na innym polu, społecznym, prowadząc do niekontrolowanego wybuchu, który niszczy regulowane prawem i moralnością związki między ludźmi: wolność i radosne współdziałanie. Nie odbiegają one tak bardzo od tych, które projektowała oda Do radości; tamten szlachetny i płomienny patos trwa tu nadal. To rzeczywistość zdradziła, wchodząc na błędny tor i nadużywając szczytnych haseł. A wtedy i za sznury dzwonu pociąga wzburzenie, tak że zamiast dostojnie i radośnie dzwonić – dzwon wyje. Skoro zaś w postaci mistrza ucieleśniony jest wszelki geniusz twórczy, obraz ten jest przestrogą dla tych, którzy doskonałe dzieło zaprzęgają w służbę nienawiści. Dlatego odlewany dzwon otrzymuje imię Concordia i pierwszym dźwiękiem, jaki wydaje, jest pokój.

Ale dzwon bije – na trwogę i na żałobę – także wtedy, kiedy spadają na człowieka nieszczęścia, wpisane w jego bytowanie na ziemi i nie dające się wyminąć, ponieważ niepodległe ludzkiemu geniuszowi: „Elementów moc nie lubi tego, co dłoń ludzka czyni”. Nie odbiera to wzniosłości niebiańskiej sile, nazwanej „wolną córą natury”. Człowiekowi pozostaje wtedy godność w cierpieniu i wytrwałość: po utracie całego dobytku w pożarze i po śmierci najbliższej osoby życie się odradza dzięki zgodnemu współdziałaniu wszystkich.

Obecna w Pieśni o dzwonie filozofia formy jest wynikiem głębokich przemyśleń poety, które na długo określiły podstawy nowej estetyki. Zewnętrzna forma więzi żywioł w procesie twórczym, czyniąc go posłusznym zamiarowi mistrza. Kiedy zaś dzieło jest gotowe, a więc ma już swoją własną formę, trzeba odrzucić tamtą, jak w procesie narodzin nowego życia. Powstaje wtedy zjawisko, którego niezdolna byłaby wywołać ani gliniana skorupa, ani metal sam z siebie: dźwięk ukształtowanego spiżu w jego bogatej symbolice, w roli wyraziciela uczuć, zwiastuna, pocieszyciela i mentora, jakby dzwon przemówił:

Niech rzeczom wiecznym i poważnym
Spiżowe jego służą usta
I niech swym skrzydłem rozpostartym
W przelocie czas płynący muska,
Języka losom niech użycza...

Wczesną śmierć przyjaciela, która nastąpiła 9 maja 1805 (poeta miał zaledwie czterdzieści pięć lat), uczcił Goethe Epilogiem do Dzwonu Schillera. Utwór powstał po niespełna trzech miesiącach, z końcem lipca, i liczył najpierw dziesięć strof. Podczas uroczystości wspomnieniowej 10 sierpnia w Lauchstädt grano trzy ostatnie akty Marii Stuart Schillera, potem odbyła się recytacja Pieśni o dzwonie, a na zakończenie – Epilogu. W wersji na piątą rocznicę śmierci Goethe dodał strofę końcową, a w ostatecznej, przygotowanej na dziesiątą rocznicę, strofy szóstą i trzynastą.

Pierwsza strofa wspomina wizytę w Weimarze książęcej pary, Karola Fryderyka i Marii Pawłowny, kiedy to dla jej uczczenia wystawiony został 12 listopada 1804 w miejscowym teatrze liryczno-dramatyczny utwór Schillera Pochwała sztuk (Die Huldigung der Künste), w którym – obok postaci realnych – występował również symboliczny Geniusz wraz z alegoriami siedmiu sztuk: architektury, rzeźby, malarstwa, poezji, muzyki, tańca i teatru. Powitaniu towarzyszyły dźwięki dzwonu, a po siedmiu miesiącach, o czym mowa jest w strofie drugiej, dzwon obwieścił zgon Schillera:

Wtem posłyszałem o północy dzwon,
A w nim posępne dźwięki rozebrzmiały.
Czy to możliwe? Ten żałobny ton
Dla przyjaciela, co był tak kochany?
Godnego życia – miała śmierć nam wziąć?
Ach! nie uleczy nigdy świat tej rany!
Ach! jak nas boli ta okrutna strata!
Płacze świat cały – jakże nam nie płakać?

W marcu 1826 przeszukano miejsce spoczynku Schillera na cmentarzu przy kościele św. Jakuba w Weimarze i zidentyfikowano jego czaszkę; 17 września została ona umieszczona w cokole popiersia poety w bibliotece weimarskiej, skąd Goethe polecił ją przenieść 24 września na dwa dni do swojego domu i następnego dnia zaczął pisać wiersz W kostnicy to się działo... Na wybór formy tercyny wpłynęła lektura Boskiej Komedii Dantego.

Co do autentyczności czaszki trwają od stu lat kontrowersje, niektóre wręcz sensacyjne.
                                                                                                                A. L.

W 200. rocznicę śmierci Schillera